4/18/2019
4/14/2019
CURLY HEAD
___________________________________________
Top - NA-KD x Tina Maria
Jeansy - H&M
Okulary - Illymix
Torebka - ZARA
Buty - Nelly
Pasek - Vintage
Zegarek - Daniel Wellington
Biżuteria - Apart & Wishbone
<PLAY>
4/12/2019
SURF SESSION
Udało się! Kolejny punkt z mojej listy postanowień na ten rok skreślony! (Tak nawiasem, to sporo już, z tych postanowień na nowy rok zrealizowałam, a mamy dopiero kwiecień!) Szaleństwo, ale o tym innym razem :).
Wracając do moich lekcji surfingu... To był jeden z najważniejszych punktów wyjazdu do Lizbony, ponieważ odkąd wyjechałam z Portugalii nie mogłam znieść faktu, że mieszkałam tyle czasu w mieście, które słynie z surfingu, a ja sama nigdy tam tego nie spróbowałam, gdzie miałam wiele możliwości ku temu. Jednak teraz moje oczekiwania zostały spełnione, było świetnie! Nie spodziewałam się, że surfing może mi się tak spodobać i dać tyle szczęścia. Jednak prawdą jest, że wysiłek dostarcza nam wiele endorfin, dzięki którym jesteśmy w totalnej euforii, ja na pewno byłam. Tym bardziej, kiedy udało mi się stanąć na desce i złapać falę. Nie było tych momentów zbyt wiele, ale uwierzcie mi, naprawdę nie jest to takie łatwe, jak się wydaje na tych wszystkich filmikach i zdjęciach. Ale ile ma się satysfakcji, jeśli się uda! Teraz, kiedy oglądam vlogi Jon'a Olssona z jego wypraw surfingowych, to wszystko nabiera innego znaczenia i zdaje sobie sprawę, jaka to jest ciężka praca i jak silne trzeba mieć mięśnie, by temu sprostać.
Zakwasy miałam tak okropne, że nie mogłam się ruszać następnego dnia i chyba tylko zimna woda i słońce sprawiało, że nie czułam bólu, podczas drugiego dnia surfingu. Nie zapominajmy też o tych endorfinach, które na pewno w dużym stopniu uśmierzyły ten ból ;p... W dodatku zakwasy trzymały mi się chyba z dobry tydzień po moim powrocie, także to chyba znak, że moja forma jest naprawdę kiepska ;d. Idzie wiosna, tak więc już nie mogę się doczekać słońca i moich porannych power walk'ów. Dajcie mi tylko trochę ciepła proszę!
Buziaki!
____________________________________________________________
4/07/2019
LISBON PHOTO DIARY
Było wspaniale! Wrócić po trzech latach do miasta, które na zawsze będzie głęboko w moim sercu, to cudowne uczucie. Z jednej strony nic się tam nie zmieniło, od czasu kiedy wyprowadziłam się z Lizbony, z drugiej jednak, niektóre miejsca, nabrały nowego znaczenia. Było kilka nowych punktów na mapie, jak np. muzeum architektury MAAT, które było na szczycie listy miejsc, które chciałam zobaczyć podczas tej podróży. Zjawiskowe miejsce, szczególnie z zewnątrz. Budynek sam w sobie zapiera dech w piersiach. Nie mogłam wyjść z podziwu, w jak niezwykły sposób to miejsce stanowi oprawę, dla otaczającego go krajobrazu, oraz jest atrakcją samą w sobie, gdyż z tarasu umieszczonego na dachu budynku roztacza się cudowna panorama na miasto. Poza tym, miałam wrażenie, że gdziekolwiek byśmy nie poszły, to zawsze towarzyszył nam bajkowy widok na miasto. Taka właśnie jest Lizbona, malownicza i pełna pięknych miejsc wszędzie. Jest to zasługa ukształtowania terenu miasta, które powoduje to, że ciągle poruszamy się wokół wzgórz w górę i w dół. Dzięki temu na każdym kroku możemy napotkać jakiś ciekawy punkt widokowy, który jest idealnym miejscem na krótki odpoczynek, aby móc zachwycić się tym miastem i jego krajobrazem jeszcze raz. Do całej tej bajkowej oprawy dochodzą jeszcze tramwaje, czyli charakterystyczny symbol miasta, które na pewno są najmniej wygonym środkiem transportu, jednak chyba najbardziej fotogenicznym.
Wracając do Lizbony, czułam przyjemne ciepło wewnątrz ciała, miałam ciarki na skórze i uśmiech na ustach, ponieważ wiele miłych wspomnień wiążę się dla mnie z tym miastem. Chyba mogę powiedzieć, że czuję się tam trochę jak w drugim domu. Chętnie pojechałabym tam jeszcze raz, tyle, że na dłużej...
LISBON DOWNTOWN
_____________________________________________________
Marynarka - ZARA
Szorty rowerowe - H&M
Torebka - CHYLAK
Okulary - RayBan
Skarpetki - Nike
Buty - Nike Tekno
<PLAY>
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
















