3/10/2019

20 facts you probably didn't know about me


 1. W wieku 10 lat wyprowadziłam się z rodziną do Szwecji i mieszkałam tam 2 lata.

2. Potrafię, więc mówić po szwedzku.

3. Od zawsze moją pasją był taniec. Należałam do grup tańca: współczesnego, nowoczesnego, tańczyłam też taniec towarzyski, hip-hop i new style. Jeździłam na różne pokazy, zawody, bitwy taneczne itd.  W liceum musiałam niestety przerwać taniec i skupić się bardziej na szkole, wciąż jednak kocham tańczyć <3.

4. Najprawdopodobniej jestem uzależniona od kawy i swojego telefonu ;p.

5. Kocham awokado! Muszę zawsze mieć przynajmniej jedno w swojej lodówce. Można je przecież przyrządzić na tyle sposobów! Moja specjalność to awokado tost z jajkiem w koszulce i guacamole.

6. Bywam bardzo roztrzepana, przez co nie wychodzę z domu bez mojego kalendarza, w którym mam zapisane dosłownie wszystko na dany tydzień/rok.

7. Nie cierpię jak się przekręca moje imię.

8. Uwielbiam przeglądać tumbler'y dla relaksu.

9. Nie oglądam specjalnie telewizji, zamiast tego oglądam mnóstwo youtube'a. Subskrybuje ponad 70 kanałów.

10. Uwielbiam siedzieć w piżamie do południa. Kiedy mam totalnie wolny dzień, to zwykle przebieram się w normalne ubrania dopiero kiedy zbliża się pora obiadu ;p.

11. Kocham podróżować. Jestem raczej z tych osób, które uwielbiają zmieniać otoczenie. Nie mam też specjalnie problemów z przeprowadzkami.  Z tego też powodu myślę, że dość często zmieniałam miejsce zamieszkania w swoim życiu.

12. Może i nie wyglądam, ale mam bardzo duży dystans do siebie i poczucie humoru ;).

13. Uwielbiam gotować! Przede wszystkim te wegańskie przepisy. Mam wielką satysfakcję i radość, kiedy jem coś, co mi naprawdę smakuje, a do tego, to coś jest zdrowe! Zdecydowanie wolę to od fast food'ów. Bynajmniej, nie jestem weganką.

14. Nienawidzę się spieszyć z rana. Często budzę się trochę wcześniej tylko dlatego, aby móc w spokoju wypić kawę, zjeść dobre śniadanie, przejrzeć instagrama itd.

15. Jestem gadułą, często przez to aż łapie mnie chrypa ;p.

16. Nie lubię ćwiczyć. Na siłowni byłam może raz w życiu ;p. Jedyne co robię, co można zaliczyć do ćwiczeń to: power walk. Na co dzień ogólnie bardzo szybko chodzę, więc jest to idealne ćwiczenie dla mnie.

17. Jestem bardzo punktualna i nie lubię jak ktoś się spóźnia na spotkanie.

18. Kolekcjonuję magazyny i pocztówki z podróży.

19. Jako nastolatka dużo eksperymentowałam w ubiorem. Różnego rodzaju subkultury przewijały się w moim życiu w tamtym czasie. Można, więc powiedzieć, że byłam: emo, punkiem, goth'em, skate'm (tak, był taki czas, kiedy to na deskorolce też jeździłam). Interesowałam się kulturą Japonii, oglądałam kreskówki anime i uczyłam się języka japońskiego. Był również taki moment, kiedy ubierałam się w stylu harajuku (google it xd). Ostatecznie z tego całego miksu wyszło to, co teraz śledzicie na moim blogu ;p. Myślę jednak, że te wszystkie kultury ukształtowały mnie i mój styl w jakimś stopniu i na pewno wiele wyniosłam wiedzy i nauki z tamtego okresu. 

20. Od 12 roku życia chciałam zostać architektem wnętrz.( I finalnie się udało :D)



__________________________________________________________________


3/03/2019

MY SKIN CARE


Pielęgnacja cery to dla mnie temat rzeka. Mogłabym godzinami o tym rozmawiać. Można nawet powiedzieć, że jestem lekkim freak'iem jeśli chodzi o ten temat. Po latach moich różnych błędów, jakie popełniałam w mojej codziennej pielęgnacji, nauki o tym, co jest dla mnie najlepsze, na czym mi najbardziej zależy i mojego dociekania w opiniach i artykułach ekspertów, finalnie skomponowałam swoją rutynę, która po prostu dobrze działa na moją cerę. Dziś się nią z wami podzielę. 
Oczywiście nie jestem żadnym ekspertem, jednak mam kilka swoich sprawdzonych zasad, dzięki którym myślę, że moja cera wygląda trochę lepiej. 

Na początek zacznę od tego, że mam cerę normalną, w stronę suchej. Kiedyś zmagałam się z trądzikiem, który wyleczyłam stosując silne tabletki, więc fakt, że aktualnie nie mam z tym specjalnie problemów to zasługa przede wszystkim tego. Nie mogę powiedzieć, że w moim przypadku jedzenie jakoś szczególnie wpływa na stan mojej cery. Mimo tego staram się jeść teraz bardzo zdrowo, jednak muszę przyznać, że w okresie leczenia mojego trądziku nie przestrzegałam tego tak solidnie. Oczywiście u każdego wygląda to inaczej, ja opisuję tylko faktycznie co sprawdza się w moim przypadku, każdy musi podążać w zgodzie ze swoim organizmem, więc nie należy się tym tak  bardzo sugerować. Aktualnie raczej nie mam problemów z naczynkami, workami czy cieniami pod oczami, mam za to często opuchniętą twarz z rana, co jest częstym moim problemem. Aby to zminimalizować staram się wieczorem, przed snem, kiedy mam więcej czasu dobrze wymasować twarz. Stosuje do tego jakieś serum, dzięki temu idzie mi to szybko i gładko. Poza tym, kolejna rzecz jaka faktycznie zauważalnie daje efekty w moim przypadku to: picie wody. Staram się pić przynajmniej dwa litry wody dziennie, dzięki czemu moja cera jest zauważalnie bardziej napięta i nawilżona od środka. Ostatnia, ale myślę, że najważniejsza reguła, która daje najlepsze efekty to: sen! Kiedy jesteście wyspani, to i wasza cera  będzie wyglądać znacznie lepiej i bardziej promiennie. W moim przypadku nie jest to zawsze możliwe, dlatego posiłkuję się wcześniej wspomnianymi wskazówkami ;P. 

Poza opisanymi wyżej zasadami, oczywiście ważny jest także rytuał samej pielęgnacji. Moim pierwszym krokiem zawsze, czy to rano, czy wieczorem jest tonik lub jakiś płyn micelarny, który mam pod ręką. Nie przywiązuje zbytnio wagi do marki, czy konkretnego produktu, ważne, aby w składnie nie miał alkoholu, który potrafi wysuszać skórę. Po takim oczyszczeniu twarzy rano stosuje serum z The Ordinary z witaminą C, która z tego co wiem, jest zbawienna dla naszej skóry, szczególnie rano. Wmasowuje serum a następnie pod oczy nakładam silnie nawilżający krem, aktualnie stosuje ten z Bobbi Brown, który sprawdza się u mnie bardzo dobrze. Jest bardzo nawilżający, a o to mi przede wszystkim chodzi w kremie pod oczy, ponieważ mam tam cienką i suchą skórę.  Kolejny krok to krem i ja stosuję ten z Embryolisse i serdecznie go polecam, bo jest świetny pod makijaż, szybko się wchłania, pozostawiając cerę mięciutką i świetnie nawilżoną. Można go też stosować na wieczór, nawet jako maseczkę, jeśli chcemy uzyskać efekt super nawilżenia i miękkości skóry. Poza zwykłym kremem, lub też zamiast niego, w okresie wiosny i lata stosuje na koniec pielęgnacji porannej krem z filtrem SPF (przynajmniej 30). Wiem jak ważna jest ochrona skóry przed słońcem, dlatego nie wolno nam o tym zapomnieć. Zimą i jesienią pomijam ten krok, ponieważ mój krem BB (BareMinerals  complexion rescue) posiada w sobie SPF 30, więc zważając na to, że w tym okresie słońca nie ma tak wiele zdecydowanie taka ochrona mi wystarczy.
Tak mniej więcej wygląda mój poranny rytuał. Wieczorem natomiast, zamiast kremu i serum z witaminą C nakładam serum, również z firmy The Ordinary z retinolem (nawiasem mówiąc, ogromnie polecam tę markę, każdy znajdzie coś dla siebie, a ceny są naprawdę niskie, jak na efekty jakie dają produkty tej firmy). Retinol jest znakomitym składnikiem, który działa przeciwzmarszczkowo, wygładzająco i naprawdę może zdziałać cuda! Jako, że wychodzę z założenia, że zmarszczek się nie leczy, tylko się im zapobiega to już teraz postanowiłam stosować retinol, aby jak najbardziej opóźnić procesy starzenia się skóry. Wieczorem mój rytuał składa się jedynie z wcześniej wspomnianego kremu pod oczy i właśnie tego serum z retinolem + dobry masaż cery i to na tyle. 

PS. Retinol może uczulać. Nie stosujemy go na okolice oczu, ponieważ jest bardzo silny. Ja na początku kupiłam mocniejsze stężenie i puchły mi od niego oczy. Zamieniłam je więc na serum o mniejszym stężeniu i już jest ok, także przy ewentualnym zakupie zwróćcie uwagę też na to.








2/28/2019

DENMARK PHOTO DIARY



Powyżej relacja z mojego ostatniego wypadu do Danii. Odwiedziłam moją przyjaciółkę, z którą spędziłam wspaniały czas. Miałam chyba trochę szczęścia, co do pogody, bo oprócz jednego pochmurnego dnia, cały tydzień był naprawdę piękny, a nie jest to tak oczywiste, biorąc pod uwagę, że to jednak Dania, w której tak często pada deszcz. Pierwsze trzy dni spędziłam na północy kraju w  Aalborgu, gdzie byłam już w poprzednim roku. Miasto było już dla mnie dość znane, natomiast w ostatni dzień mojego pobytu, pojechałyśmy na wycieczkę do Aarhus. Jest to drugie miasto pod względem wielkości w Danii, a biorąc pod uwagę, jak bardzo zafascynowana byłam po wizycie w Kopenhadze, to i teraz jadąc do Aarhus byłam pełna ekscytacji. Nie zawiodłam się, gdyż miasto okazało się być bardzo urocze, nowoczesne i przytulne. Wszystkie te malutkie uliczki, w których tętni życie, gdzie aż do linii horyzontu widać małe, białe domki, a nad nimi wiszące uliczne lampy. To wszystko przyozdobione padającymi promieniami słońca, więc finalnie widok był naprawdę piękny. 
Nie mogę nie wspomnieć o jednej, kwestii, którą byłam tak bardzo oczarowana, będąc tam. Mianowicie moda uliczna w Danii, a przynajmniej w tych większych miastach to naprawdę punkt godny uwagi. Zawsze podróżując gdziekolwiek, obserwuje ludzi, ich zachowania, to w czym chodzą, w co są ubrani. Osobiście dla mnie, jest to ogromnie ciekawe i inspirujące. Będąc tam, często nie mogłam oderwać wzroku od przechodzących, modnie ubranych ludzi. Tak inaczej wyglądających niż widzi się to u nas. Finalnie, zostałam zainspirowana ich podejściem do mody, luzem jaki maja kobiety noszące sneakersy do garnituru i płaszcza, do tego ekstrawagancka torebka i ciekawe dodatki, nawet we włosach. Nie dziwie się, że duńska moda i design są aktualnie na szczycie w światowych rankingach w tych nurtach, ponieważ ja, zdecydowanie widzę te ich oryginalne podejście, pełne świeżości i luzu. Życzyłabym sobie, aby również na naszych ulicach było tak różnorodnie i ciekawie, w tej kwestii. 




_________________________________________________